Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
001. Powrót do Hogwartu

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

Mój profil

mój avatar

archiwum

    2009
    Sierpień

linki

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 844 osób

Powered by blog 4u

Nie boje się ciebie. Wiem że miłość cię pokona.



001. Powrót do Hogwartu

Witam na moim nowym blogu.
Będzie umieszczane tu opowiadanie o Ginny Weasley.
Dziś pierwsza notka nie zaciekawa, gdyż właśnie zaraz będę szała na wesele xD i jestem trchę rozkojarzona.
Przepraszam za wszytskie błędy, a jest ich tu duzo. Bo z przykrością muszę stwierdzić że jestem dysortografem, a kocham pisać. Nie martwicie się prubuję pokonać tą wadę i myślę że za kilka lat, będę umiała pisać tak jak należy, by robić to co kocham.
Poprawiłabym te błędy, ale naprawdę się spiesze, a zaeży mi na tym by pierwszy rozdział dziś się pojawił.
Dziś niestety, niedobrałam muzyki do tej części, ale postaram się w następnym rozdziale by już była.



```

Z przerażeniem otworzyłam oczy, to dziś poraz kolejny przekrocze progi Hogwartu, miejsca które kocham.
Pośpiesznie włożyłam na siebie ubranie i zbiegłam po schodach na śniadanie.
- Dzień dobry mamo.
- Dzień dobry dziecko. Idź odrazu do pokoju rona i obudź jego i Harego, jak sie spuźnimy na pociąg, to nie będzie im tak śmiesznie. - oderwala się od robienia jajecznicy, i skrzywiła się, zapewne przypomniała sobie coś czego niechciała. Uśmiechnełam się, i posłusznie wybiegłam spowrotem na piętro. Stanełam przed drzwiami Rona i przekraczając prog nacisnełam na klamke.
- POBUTKA, dziś do szkoły !
Ron podskoczył na łóżku. Skrzywił buzie i po chwili zakrył sie poduszką.Och, szkoda że nie jestem jeszcze pełnioletnia, bo gdybym była zamieniła bym swojego włsanego brata na zwierze, które potrafiło by tylko skakać. W sumie Ron niczego więcej nie potrafi. Uśmiechnełam się pod nosem.
- Ginny, daj się wyspać. - jęknął
- Ja nic do tego nie mam że śpicie, ale to mama wam kazała. Jak nie wstaniesz, będę zmuszona ją tu zawłoać,a w tedy nie będzie miło.
- CO ?! NIE! GDZIE ?! - krzycząc rozejrzał sie po pokoju, gdy stwierdził że nic mu nie grozi, westchnął - Tylko nie mama. - wstał z łóżka i kierował sie powoli w strone łaznienki. - Do dziś słyszę ten jej głos, kiedy mi wysłała wyjca w drugiej klasie - skrzywił się na to wspomnienie i zniknął za drzwiami.
- Hej Ginny. - odezwał się dobrze jej znany zachrypnięty głos Harego,ubierał właśnie swoje okulary, lezące na stoliku obok łóżka, jego czarne włosy były rozkudrane na całą głowę , glatego też niezakrywały dziś jego blizny.
- Cześć Hary, śniadanie na stole, pośpieszcie się. - powiedziałam na jednm tchu i zniknełam, przynajmiej tak mi się wydawało. W jadalni usiadłam na swoim miejscu przy drewnianym stole. I ni z tąd, ni zowąd przed moim nosem pojwili się Fred i jego bliźniak Georg, mama z przerażnia podskoczyła i upuśniła na ziemie talerz, który roztłuk się na milion kawałków. Spojrzała gniewnie na bliźniaków i wzieła głęboki oddech, Fred jeszcze przed jej wybuchem zdążył powiedzieć małe ,,ups", a potem stał tylko z bratem udając pokornych i niewinnych.
- ILE RAZY MAM WAM MÓWIĆ, ŻE NIE WOLNO POD RZADNYM POZOREM, MIMO TEGO ZE JESTEŚCIE PEŁNIOLETNI, UŻYWAĆ MAGI W TWN SPOSÓB, W TYM DOMU ! JESTEM BARDZO ZDENERWOWANA, WIĘC PROSZĘ BĄDŹCIE GRZECZNI, JESZCZE DOBRZE SIĘ DZIEŃ NIE ZACZĄŁ, A JA JUŻ MUSZE UŻYWAĆ NA WAS GŁOS !

Skrzywiłam się i zakryłam rękami uszy, kochałam swoją mame, ale uwarzam że nie powinna tak się denerwować. Słychać ją aż do ogrodu, i wcale nie przesadzam , naprawde tak jest.

- Przepreaszam .- usłyszałam. To moi bracia ze spuszczonymi głowami, są wspaniali, ale wątpie w to czy jest im teraz przeykro, wiem że kochają eksperymentować, a że los dał że jesteśmy czarodzijemi, ułatwia im to we wszytskim.
Mama użyła różdżki by posprzątać naczynie i wróciła do nakrywania stołu. Fred i Georg usiedli na stołkach i przypominając sobie o moim istnieniu, rozpoczeli dialog.
- Hej siostra, jak życie ? - mimo tego że przed chwilą usłyszeli podniesiony głos naszej mamy, uśmiech nie znikał im z twarzy.
- Hej, jakoś leci, a wam ? Wynaleźliście coś nowego ?
- Tak..
-... Powiedzmy że jesteśmy w trakcie. - mówili naprzemian, a w ich oczach można było dostrzec iskierki szczescia.
- Patrz, to plujołap*. - zaczął Fred, wyjmując coś dziwnego, wziełam to w dłonie by przyjżeć się temu bliżej.
- Co to ? - spytałam, podnosząc jedną z brwi.
- To urządzenie...
-...Służące do łapania śliny.
Skrzywiłam się. Ze co ? Już nie mają czego wymyślić ? Ale mimo tego uśmiechnełam się, by zachęcić ich do dalszego tłumaczenie.
- Gdy ktoś cię będzie chciał opluć...
-...Wyjmiesz plujołapa i po sprawie.
- CZasami to nawet...
-...ten co na ciebie pluje, dostanie swoja śliną. JAk to działa ?
- W tym cała magia.
- Niestety nie możemy ci tego ...
-... zaprezentować.
- Bo jeszcze nad tym pracujemy - zakończyli razem.
Wyszczerzyłam do nich zęby, a rude włosy zakryły mi twarz. Spojrzałam jeszcze jednym okiem na plujołapa i oddałam go w ich ręce. Odgarnełam włosy i posłałam uśmeich braciom.
Na talerzach pojawiły się kanapki, właśnie brałam jedną do buzi, kiedy do pomieszczenia wparowali zdyszeni Ron i Harry.
- Przepraszamy za spóźnienie. - wydukali, a ja niezwracając na nich uwagi, ugryzłam kanapkę z serem.
- Młodzieży. -przemówiła mama kiedy byliśmy już wszyscy przy stole, taty niestety nie było, gdyż musiał już z rana iść do ministerstwa. - książki i wyprane ubrania, macie w salonie, po śniadaniu proszę sobie wszytsko to co wasze zabrać, a będzie to podpisane. - Ron skrzywił się, zapewne nie lubi gdy mama podpisuje nam rzeczy, swetry i to wszytsko co dostajemy na gwiazdke. - Tak Ron, podpisane. - mama na złość zaakcentowała na ostatnie słowo. - o 10.30 macie wszyscy być przed domem, gdzie autem dojedziemy na peron. Dotyczy się to też ciebie kochaneczku. - uśmeichneła się i mrugneła do Harrego, on odwzajemnił uśmiech i zaczął rozmowe z moim najmłodszym bratem Ronem.
Po porannym jedzieniu, szybko pomogłam mamie w sprzątaniu i pobiegłam się spakować.
Nie mogłam użyć magi do pakowania, więc robiłam to co każdego roku, pokowłam się jak mugole. Uciskałam ubrania i książki, a na koniec siadałam na walizce i siłowałam się, dotąd aż wybiła godzina 10.30.
- Ginny! - usłyszałam mame, zapewne wszyscy są już przed domem.
- Już idę ! - odkrzyknełam i szybkim ruchem ręki, zamknełam zamek w torbie. Była trochę cięzka, więc gdy zeszłam na sam dół wszyscy siedzieli w aucie.
Mama szybko wpakowała moje rzeczy do auta, a ja zajełam miejsce koło szyby, by podziwiać krajobraz z góry.
I już po chwili, niewidzialni i głuchi lecieliśmy nad Londynem. Nosiłam w sercu dziś ogromną radść, chyba dlatego że wracam do Hogwartu, chociaż wiem że tęsknić będę także za Norom i rodziną.
Gdy dotarliśmy na peron 9 i 3/4, wzrokiem szybko odnalazłam Lune, co było bardzo proste, gdyż miała na sobie te swoje dziwaczne okulray, a włosy latały tam i spowrotem. Wszedzie było jej pełno. Odrazu gdy ją zobaczyłam, puściłam rzeczy które miałam w dłoniach i poleciałam, by po chwili rzucić się w jej ramiona. Tak bardzo mi jej brakowało, jej kolorystyki i charakteru dziecka, szczęsliwego dziecka.
- Jak dobrze cię widzieć. - wyszeptałam, odrywając się od jej piersi.
- Ciebie również. - powiedziała, uśmiechając się szeroko, na jej policzkach pojawiły się czerwone rumieńce, które jej bladej twarzy tylko dodały uroku.
- Jak tam mineły wakacje ? - spytałam.
- Tak jak zawsze, no wiesz, nic ciekawego, dużo robiłam. A nawet pokolorowałam swojego nowego psa, taką specjalną farbą, dostałam ją od twoich braci. Wygląda teraz o wiele lepiej niż dawaniej.
Zaśmiałam się pod nosem.
- To cudownie. Dzięki za kwiatka, którego mi wysłałąś, zasadziłam go w ogrodzie, mam nadzieje że będzie miał dobre warunki.
- A tak, nie ma za co, nie wiem jeszcze co to za kwiatek, ale napewno się dowiem, myślę że nie pożre ci domu. A jak tak.. - zamyśliła się.- To będzie ciekawie.
Wybuchłam śmiechem, tak mama by mi dała szlaban do końca zycia.
Weszłyśmy do pociągu, zajełyśmy wolny przedział. Po chwili w dziwiach zjawili się Ron, Hermiona i Harry. Przywitałam się z Hermioną i usiadłam koło okna, by znów popatrzeć co na zewnątrz.
Szkoda że moi bracia bliźniacy nie będą w tym roku uczestniczyć już na lekcjach w szkole. Otworzyli własny sklep, za pieniądze które dostali od Harego. Cieszę się że Fred i Georg to zgrana para, ja i Ron chyba nic byśmy ze sobą nie zrobili, pomimo jednej rzczy, doliczlibyśmy jeszcze jedną kłutnie ze sobą do naszego bogatego życiorysu.
Ron i Hermiona znowu się o coś kłucą, nie dziwie się tej dziewczynie, mój brat naprawde jest wkurzający. Hermiona mówi coś o nauce, Ron zaczyna jęczeć, a Harry nerwowo tego nie wytrzymuje i zaczyna ich uspokajać. Ja podkulam nogi i oglądam co jest za oknem , Luna bawi się czymś robiąc wielki hałas. Podziwiam jak co roku ten sam duży most. Wszytsko jest w czystym porząd, wszystko jest jak należy. Zamknełam oczy, chyba jeszcze nie wspomniałam tutaj o Harrym Potterze, którego chyba wszyscy znamy, chyba że jesteś mugolem, to wątpie czy byś go kojarzył. Wiecie ten chłopak wzbudza moje zmysły, moje pragnienia. Udowadnia że istnieje dla każdej osoby, druga osoba która jest idealna choć z wadami. Od dłuższego czasu uciekam przed nim, wstydze się. Mówią że jestem nie śmiała i to chyba prawda. Ale kżdego dnia walcze z tą wadą, pokonuje ją odważnością. Choć czasami nie jest to proste, staram się by nie pokazywać tego że kocham Harego. Moje życie to nie komedia romantyczna, choć z wieloma chodziłam i z wieloma sięóżstałam, wiem że ten który ma okrągłe oklulary, zielone jak trawa oczy i czarne długie włosy jest dla mnie przeznaczony. Wierze w to, bo wierze w niego.
- Ginny , Ginny ! Wstawaj, jesteśmy na miejscu. - poczułam jak ktoś wymawia moje imie, szturchając mniie lekko w ramie. Otworzyłam zaspane oczy, w przedziale już nikogo nie było oprócz Harrego, który mnie obudził. Za oknami widać było już Hogwart. Jesteśmy na miejscu. Wziełam głęboki wdech zamykając oczy, to naprawde się dzieje.
Harry uśmeichnął się, a ja to odwazjemniłam. Wstałam i poprawiłam sobie szate.
- Cieszysz się że tu jesteś ? - spytał.
- Tak, Hogwart mogę nazwać swoim drugim domem.
- Zgadzam się. W tym roku biorę się do nauki.
Pomógł mi zeskoczyć z pociągu. I kontynuował swoją wypowiedź. - Hermiona straszy mnie że będzie dużo nauki, mogę się z nią zgodzić, bo co roku jest coraz więcej.
- Ja też powinnam się wziąść do roboty, mam nadzieje że w tym roku dostanę się do drużyny quidditcha.
- Napewno. Jesteś dobra, więc myślę że cię przyjmom.
- Nie jestem taka pewna, jest wiele innych którzy grają tak samo jak ja. Nie gram nadzwyczajnie, tak jak ty.
- Nie, jestem wcale dobry. To wszytsko to fart.
Uśmiechnął się, a ja się zaśmiałam.
- Taa, jasne wszystko stało się bo miałeś farta. Gdybym ja była taką szczęściarą.
- Będziesz jak zaczniesz ćwiczyć.
- Ciągle to robię.
- No to musisz się mocno postarać, aż w końcu ci się uda.
- Będę. Ale mam nadzieje że w tym roku, już nie będzie żadnych śmierciożerców, dementorów no i Sam Wiesz Kogo. Chcę żeby ten roku był spokojny, bez żadnych przeszkód. Tak jak w zwykłej szkole.
- Też bym chciał, ale czuje że On nie odpuści.
- Zdaje sobie z tego sprawe. Dlatego nauczyłam się wyczarowywać patronusa.
Uśmeichnełam się z dumą.
- No to bravo. - zaczął klaskać w dłonie, śmiejąc się przy tym. Szturchnełam go w ramie.
- Ej, nie śmiej śie, naprawdę umiem. - Pokazazałam mu język. Czułam jak w tej chwili w moich oczacha zapalają mi się mocne płomyki ognia. To chyba szczeście, bo uśmiech nie znikał mi z twarzy tak samo jak rumieńce. Chciało mi się tańczyć, skakać i krzyczeć, oczywiście ze szczęścia.
- Wierz ci, wierze.- powiedział roześmianym głosem.
- No ja myśle. - uśmeichnełąm się poraz ostatni dziś do niego, obdarzyłam go szczerym i szerokim uśmiechem. Gdyż byliśmy już przed wejściem do Wielkiej Sali.
Szybko odnalazłam Lunę, która zajeła mi miejsce. Usiadłam na wyznaczonym krześle i słuchałam Luny, która opowiadała mi co robili ze swoim tataą przez całe lato. Była szczęśliwa, była moją jedyną prawdziwą przyjaciółkom. Czułam do niej wiele, przyjaźń, dume z tego że nie wtydzi się niczego, i podziw. Tak podziwiałam ją, za zawsze wesołom twarz.
Zaczeło się przydzielanie pokojów pierwszoklasistów. Tiara wiedziała co robi. Przydzielała tak by wszystkim to odpowiadało. Było wiele wiwatów i oklasków, a także przemówień i ostrzeżeń przez nauczycieli, i znów mogę powiedzieć ,, tak jak co roku ".
Kiedy wszystko ucichło i pozwolono nam wyjść z sali. Szybko skierowałam się do pokoju, zerknąć na plan lekcji, nie tak źle stwierdziłam i położyłam się na łóżku. Zmęczyłam się tym szczęsciem dziś, chyba było go za dużo. Po chwili chyba zasnałam, jak dobrze pamiętam. Tak napewno zasnełam..
pamietnik-ginny-weasley 22/08/2009 13:18:21 [Powrót] Komentuj

madziol

brak www
data: 21/06/2010 16:53:49
aauh3.neoplus.adsl.tpnet.pl
IP: 83.6.15.3
weż coś napisz...
nicole.

brak www
data: 30/10/2009 10:17:50
brak hosta
IP: 82.177.66.187
Dlaczego nic nie piszesz?
Czekam...
U mnie czwarty rozdział - zapraszam [special-place]
nicole.

brak www
data: 27/08/2009 11:38:50
brak hosta
IP: 82.177.66.149
Plujołap - genialne urządzenie xDD A bliźniaków przedstawiłaś w całej ich okazałości, takich jakich uwielbiam ^^
Taa, gdyby kwiatek od Luny pożarł dom Weasleyów, pani Weasley dałaby Ginny szlaban xD Chyba że... pani Weasley byłaby wewnątrz xPPPPP
Urocza rozmowa Ginny z Harrym xD


I znalazłam literówkę: PEŁNOLETNI, nie pełnIoletni ;)
Zjadłaś też kilka literek, pewnie z pośpiechu, ale to już popoprawiasz sobie, jak w wolnym czasie przeczytasz notkę drugi raz ;)



Jeśli jeszcze nie miałaś okazji, zapraszam do mnie na drugi rozdział :*
[special-place.blog.onet.pl]